Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Mózg i umysł

25 stycznia 2018

Życie ze snu

8

Jung twierdził, że to list pisany przez Jaźń. Dla Freuda był uwolnieniem ukrywanego pragnienia. To w nim do królów i proroków przychodzili anielscy posłańcy, a nawet sam Bóg. Mędrcom objawiała się tam prawda, filozofom idee, a wynalazcom rozwiązania nurtujących problemów. Sen, przedsionek innej rzeczywistości. Co dzieje się po drugiej stronie rzęs, gdy usypiamy? Czy sny coś znaczą? Coś nam mówią?

Na środku morza, na platformie otoczonej polem minowym mieszka rodzina, którą stworzył sobie szalony geniusz – genetyk, nie mogąc znieść samotności. Niestety, klony, które powstały, niezbyt się udały. Młodsi synowie chorują na narkolepsję, zasypiają w najmniej oczekiwanych momentach, najstarszy z rodzeństwa – Krank – cierpi z powodu braku marzeń sennych. Wprawdzie śpi, ale nie śni i szybko się starzeje. Porywa więc dzieci z pobliskiego portu i kradnie im marzenia senne.

„Miasto zaginionych dzieci”, film Jean-Pierre’a Jeuneta, scenerią jako żywo przypomina marzenia senne. Surrealistyczny klimat pełen magicznych obrazów, budzących skrajne emocje – takie są nasze senne marzenia. I jak pokazują losy Kranka – trudno się bez nich obyć. Nie sposób nie śnić. Choć nie do końca wiadomo, po co sny są.
Z pewnością jednak mylił się Szekspir, gdy w 66 sonecie pisał:

„W sen jak w śmierć odejść pragnę”. Sen nie ma nic wspólnego ze śmiercią. W czasie snu toczy się intensywne życie wewnętrzne. Nasz umysł robi w tym czasie porządki, poprawia wewnętrzne łącza i utrwala ważne informacje. Spędzamy w tym stanie – bagatela – trzecią część naszego życia. Co wiemy o naszym nocnym życiu?

Bezsenność w Nowym Jorku

„Na początku prawdopodobnie istniał jeden stan – czuwanie. Ale w pewnym momencie, na wczesnym etapie ewolucyjnej ścieżki, pojawił się stan drugi – sen” – tak zaczynają jeden ze swych artykułów neurolog Mark Mahowald i psychiatra Carlos Schenck, badacze snu z University of Minnesota Medical School (USA). Dlaczego się pojawił? Prawdopodobnie był konsekwencją rozwoju i skomplikowania naszego układu nerwowego. Nasz mózg, szef wszystkich innych organów, też musi czasem odpoczywać. I potrzebuje snu.

Nie potrafimy się bez niego obejść. Wszyscy znamy konsekwencje braku snu. Wiemy, co się dzieje, gdy w sesji zarywamy noc czy dwie, albo gdy dłuższy czas mamy problemy z zaśnięciem. Niektórzy z „niespania” próbują czynić sportowe zawody, choć próby bicia rekordu bezsenności mają dramatyczny przebieg. Przekonał się o tym m.in. Peter Tripp, nowojorski prezenter radiowy, który w styczniu 1959 roku wziął udział w „wakea[-]thonie” – maratonie bezsenności. Tripp, prowadząc audycję, wytrzymał bez snu ponad dwieście godzin. W miarę upływu czasu ten inteligentny i pełen humoru człowiek stopniowo stawał się coraz bardziej poirytowany i agresywny, a w pewnym momencie zaczął doświadczać halucynacji (np. widział pajęczynę w swoich butach) i urojeń (m.in. zaczął podejrzewać badaczy o spisek). W końcowej fazie maratonu Tripp był całkowicie rozedrgany emocjonalnie i nie potrafił skupić się na najprostszych sprawach. Próba została przerwana.

Ta historia pokazuje, jaką rolę odgrywa sen. Najogólniej ujmując, jest on nam potrzebny, by odnowić ciało i usprawnić działanie układu nerwowego. W czasie snu komórki przestawiają się na tryb niskoenergetyczny – nie potrzebując energii do wykonywania codziennych zadań, mogą ją przeznaczyć na regenerację i naprawę. W mózgu dodatkowo zachodzą w tym stanie procesy zmierzające do uporządkowania i utrwalenia wiedzy nabytej w stanie czuwania.

 

Deficyt snu sprawia, że stopniowo tracimy kontrolę nad sobą i stajemy się mniej odporni. Już po 24 godzinach daje się zauważyć spadek aktywności limfocytów, w tym tych, które likwidują działające wadliwie komórki, np. te zarażone wirusem bądź zmienione nowotworowo. Po 48 godzinach braku snu mamy objawy podobne do tych, jakie występują przy zawartości 1,5 promila alkoholu we krwi. Brak snu przez dłuższy czas powoduje, że pojawia się huśtawka nastrojów, trudno nam skoncentrować uwagę, reakcje ulegają spowolnieniu i spada motywacja. Sen porównać można do ładowania baterii w telefonie, albo do prania w nocy, gdy taryfa energetyczna jest tańsza. Jak to ładowanie i pranie przebiega?

Podróż przez sen

Odpowiedzi na to pytanie dostarczyły badania podjęte dopiero w wieku XX, po wynalezieniu elektroencefalografii. To dzięki niej zaobserwowano specyficzną aktywność bioelektryczną mózgowia podczas snu. Okazało się m.in., że proces snu nie jest jednolity, każdej nocy przechodzimy różne stadia i fazy. Dwie podstawowe fazy snu to sen o wolnych ruchach gałek ocznych (ang. non-rapid eye movement, NREM), zwany inaczej snem wolnofalowym, oraz sen o szybkich ruchach gałek ocznych (ang. rapid eye movement, REM), podczas którego pojawiają się złożone marzenia senne (patrz infografika „Mapa snu” na stronie obok).

Zaczyna się jednak od stanu między jawą a snem. „Leżę na łóżku i zamykam oczy, wtedy czuję, jakbym z siebie wychodził i natychmiast je otwieram i uczucie znika. Często przez wiele godzin tak jest, próbuję zmiany pozycji, lecz nic to nie daje. To uczucie jest przerażające i nieprzyjemne, (…) to uczucie towarzyszy mi od wielu lat” – tak swoje doznania związane z zapadaniem w sen opisuje 19-letni internauta.

Stan senności odpowiada pierwszemu stadium snu wolnofalowego. W tym czasie, jak wykazał zespół Troelsa Kjaera z Departamentu Neuropediatrycznego przy Instytucie Johna F. Kennedy’ego w Danii, spada aktywność w wielu obszarach mózgowia, a zarazem wzrasta aktywność w obszarach zajmujących się analizą wizualną (patrz
„Jak pracuje mózg we śnie”, s. 22). W efekcie pojawiają się tzw. omamy hipnagogiczne, czyli złożone i dziwaczne halucynacje – np. poczucie wychodzenia poza własne ciało. Kjaer uważa, że stan senności przypomina raczej jakąś zmodyfikowaną formę świadomości stanu czuwania (tak jak to się dzieje podczas relaksacji medytacyjnej lub hipnozy) niż prawdziwy sen.

Stopniowo spadek aktywności mózgowia pogłębia się, zapadamy w sen. Większość neuronów wpada w swego rodzaju hibernację. Mózg odpoczywa, choć... niecały. Aktywna pozostaje część obszarów podkorowych i korowych (patrz s. 22 – Sen NREM) gdzie trwa właśnie gorączkowa praca nad uporządkowaniem danych zdobytych za dnia. To dlatego wybudzeni w tej fazie snu jesteśmy zdezorientowani i splątani, często mamy zaprzątnięte czymś, „porwane” myśli.

Po około 90 minutach od zaśnięcia wchodzimy w najbardziej tajemniczą fazę snu – fazę marzeń sennych. Dochodzi wtedy do czegoś w rodzaju reaktywacji mózgu – zapis jego aktywności bioelektrycznej przypomina wtedy raczej stan czuwania. Aktywne obszary (patrz – Sen REM, s. 23) na potęgę produkują wówczas złożone marzenia senne, dramatyczne akcje, których przebiegu nie potrafimy kontrolować.

Budząc się, znów wędrujemy na granicę jawy i snu: w pewnym momencie odbieramy już świadomie niektóre bodźce zewnętrzne, ale wciąż pozostajemy w inercji sennej. Najbardziej odczuwamy to, gdy budzimy się nagle, np. pod wpływem koszmaru. Nie możemy ruszyć ręką ani nogą, bo nadal trwamy w tzw. paraliżu przysennym, a równocześnie do naszej świadomości wdzierają się resztki marzeń sennych. „Jakaś demoniczna postać dusiła mnie (miałem wrażenie, że bije od niej wielka nienawiść). Czułem ją na sobie, przeraźliwe syczenie i ucisk na szyi i klatce piersiowej. Działo się to, gdy już się obudziłem i miałem otwarte oczy. Nie mogłem wydobyć z siebie głosu, choć już nie spałem. W końcu coś udało mi się wybełkotać (nie mogłem mówić przez to duszenie) i obudziłem brata. Gdy przybiegł zobaczyć, co się dzieje, tajemnicza postać przestała mnie dusić” – relacjonuje swoje przykre przebudzenie 23-letni internauta.

Maszyneria marzeń

Marzenia senne z fazy REM to jeden z najbardziej tajemniczych przejawów aktywności umysłu. Ich pochodzenie i rola wciąż nie są do końca wyjaśnione. Obecnie wśród hipotez na ten temat prym wiedzie tzw. model aktywacji-syntezy, opracowany przez amerykańskiego psychiatrę i badacza snów Allana Hobsona. Zgodnie z nim to, co się nam śni, wynika z połączenia z jednej strony chaotycznej i samoczynnej aktywacji pnia mózgu, a z drugiej – syntezy wyobrażeniowo-narra[-]cyjnej, jaka dokonuje się w mózgowiu (patrz infografika, s. 21).

Oniryczna podróż w fazie REM zaczyna się w pniu mózgu. To stąd wybiegają automatyczne wyładowania bioelektryczne, tu rozpoczyna się – niczym kaskada – gwałtowna zmiana neurochemiczna całego mózgowia. Najpierw zostają wzbudzone obszary związane z działaniem instynktownym. To dlatego w marzeniach sennych często atakujemy, uciekamy, zalewają nas afekty. Pobudzenie obszarów związanych z układem limbicznym powoduje wyzwolenie różnych emocji oraz dostosowanych do nich programów motorycznych – w odpowiedzi na senne zagrożenie gotowi jesteśmy biec, krzyczeć, walczyć z wyimaginowanym wrogiem, jednak... pozostajemy bez ruchu. Na szczęście mechanizm zniesienia napięcia mięśniowego chroni nas przed skutkami takich niekontrolowanych działań (patrz aplikacja po lewej).

Neuronalna kaskada sunie dalej, dociera do obszarów wzgórzowo-korowych i aktywuje je. To w nich strumień dotychczasowych wyładowań elektrycznych i sennych informacji zostaje wchłonięty w system mózgowy, odpowiadający za powstawanie skojarzeń i budowanie narracji. Marzenia senne zaczynają układać się w opowieści. Fale neuronalne omijają jednak korę przedczołową grzbietowo-boczną – czyli obszar odpowiadający za funkcje wykonawcze i logiczne planowanie. W efekcie śniąc nawet najbardziej przerażające historie, pozbawieni jesteśmy woli, samoświadomości, pamięci operacyjnej i epizodycznej – nie mamy poczucia, że śnimy i nie możemy niczego zaplanować od początku do końca. Z kolei wyłączone niektóre obszary ciemieniowe sprawiają, że w sennych widach pozbawieni jesteśmy logiki przestrzennej: sceny zmieniają się bez zapowiedzi, możemy fruwać albo oglądać siebie z pozycji zewnętrznego widza.

W fazie REM, gdy śnimy, pobudzenie w naszym mózgu przypomina trochę stany, jakie obserwuje się w delirium, przy epilepsji, w depresji i schizofrenii. Wtedy również zwiększona aktywacja odpowiedzialnych za emocje układów limbicznych współwystępuje z obniżoną aktywacją płatów czołowych. Wynikiem tego są halucynacje, urojenia, skrajne emocje, dezorientacja i odcięcie od świadomości.

Wróżenie ze snów

W sennych halucynacjach od zawsze chyba doszukiwaliśmy się ukrytego znaczenia. Dopatrywaliśmy się (i nadal dopatrujemy) znaków ostrzegawczych, zapowiedzi tego, co ma się zdarzyć. Istotną rolę w utrwaleniu przekonania o doniosłym znaczeniu marzeń sennych odegrał twórca psychoanalizy Zygmunt Freud, który sny traktował jako królewską drogę do podświadomości. W koncepcjach psychoanalitycznych uznaje się, że umysł wyzwala się w czasie snu z codziennych blokad społecznych i dzięki temu docieramy do źródła informacji o nas samych.

Analiza aktywności mózgu nie pozostawia wiele pola dla prób interpretacji marzeń sennych z fazy REM. Treści doznań onirycznych są najprawdopodobniej pozbawione biologicznego znaczenia, nie dają nam niczego, co byłoby do życia niezbędne, chroniło nas czy wzmacniało na przyszłość. Oczywiście po obudzeniu możemy próbować nadawać snom jakiś sens..., choć równie dobrze doszukiwać się go w ułożeniu fusów z kawy czy kształcie cienia, rzucanego przez wylany na wodę wosk. Sam sen ma ogromne znaczenie dla organizmu, ale marzenia senne są jedynie jego nieistotnym produktem ubocznym.

Oczywiście nie wszyscy badacze snu zgadzają się z tym podejściem. Niedawno obrony znaczenia marzeń sennych podjął się fiński kognitywista Antti Revonsuo. Jego zdaniem sny są formą symulacji zagrażających wydarzeń i zarazem specyficzną formą treningu zachowań, które pozwolą nam tych zagrożeń uniknąć. Teza Revonsuo została poddana miażdżącej krytyce. Przeciwnicy zwracali uwagę, że wielość zagrożeń, jakie pojawia ją się w marzeniach sennych, może wynikać z podatności naszej pamięci na negatywne informacje. Argumentowano także, że osoby, które przeżywają powtarzające się koszmary nocne – a więc zgodnie z hipotezą Revonsuo mają zachowanie w trudnych sytuacjach dobrze „przetrenowane” – wcale nie radzą sobie lepiej ze swymi emocjami i problemami.

Hipotezę Revonsuo sprawdzał m.in. zespół Antonia Zadry z University of Montreal. Badacze ustalili, że większość powracających marzeń sennych jest w treści niepokojąca, ale tylko w 40 proc. snów próbujemy na to zagrożenie jakoś reagować – najczęściej uciekając. Czemu więc służą pozostałe sny? I jak do hipotezy sennych symulacji ma się fakt, że aż 80 proc. sennych koszmarów jest zupełnie nierealistyczna, wręcz absurdalna?

Zespół Susan Malcolm-Smith z University of Cape Town w Republice Południowej Afryki podszedł do problemu bardziej praktycznie. Naukowcy przeanalizowali, czy ludzie żyjący w zagrażającym otoczeniu częściej niż inni śnią pełne zagrożeń koszmary. Porównano treść marzeń sennych mieszkańców takich regionów RPA, gdzie jest wysoka przestępczość kryminalna, ze snami os...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy