Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

19 lipca 2016

Dowody wdzięczności bez powodu

5

To ona jest miarą naszego człowieczeństwa. Jest cnotą i łaską, odblaskiem naszej szlachetności, najpiękniejszym darem serca. Niewiele trzeba, by ją poczuć. A jednak tak wielu nie potrafi jej w sobie odnaleźć. Wdzięczność. Taka, której żaden dowód niepotrzebny. Taka, co powraca, choć dana była bez adresu zwrotnego. Taka, która szczęście daje i tym, którzy ją czują, i tym, którym jest okazywana.

Tego jeszcze nie było! Jack Spar[-]row wyciąga z kłopotów Bena San[-]dersona! Szalony karaibski pirat spłaca dług wdzięczności alkoholikowi z kultowego „Leaving Las Vegas”! – ta wiadomość kilka tygodni temu obiegła tabloidy na świecie. Johnny Depp oferuje innej sławie Hollywoodu – Nicolasowi Cage’owi – pomoc w spłacie zaległego podatku, bagatela – 6 milionów dolarów. Dla Deppa, jak pisze „Daily Express”, jest to okazja do okazania wdzięczności za gest kolegi sprzed 25 lat. Wtedy to Cage skontaktował go ze swoim agentem, co zaowocowało rolą w „Koszmarze z ulicy Wiązów”, dzięki której Depp został zauważony przez producentów i reżyserów.

W tym samym mniej więcej czasie, gdy wschodziła gwiazda Deppa, media trąbiły o innym zadziwiającym dowodzie wdzięczności. Oto biedna, zniszczona klęskami głodu i umęczona wojnami domowymi Etiopia wysłała 5 tysięcy dolarów Meksykowi, który nawiedziło potężne trzęsienie ziemi. A przecież to raczej Etiopii należałaby się pomoc. Na pytania dziennikarzy o powody tej niezrozumiałej decyzji, przedstawiciele Etiopskiego Czerwonego Krzyża odpowiadali: to oczywiste, przed 50 laty to Meksyk pomógł nam, gdy napadli na nas włoscy faszyści...
Wdzięczność, jej przejawy – poruszają, zadziwiają, intrygują. Skąd się jednak wdzięczność bierze? Ile trzeba dostać, by ją poczuć? Dlaczego, choć tak często obdarowywani, tak mało jej odczuwamy, a jeszcze mniej wyrażamy...? I czy można ją sprowadzić tylko do spłacania długów? Ile z niej zostaje, gdy zamkniemy ją w antycznej regule do ut des – daję, abyś i ty dał?

Licz błogosławieństwa
Wdzięczność traktujemy często jedynie jako zaległy podatek od otrzymanego dobra. Niesłusznie. Wdzięczność jest czymś znacznie ważniejszym. W łacinie słowo gratia, które odnosi się do wdzięczności, oznacza również „wdzięk” i „łaskę”. Tak ujmowana wdzięczność nie każdemu jest dana. Nie każdy może ją mieć.
Wdzięczność, jak uważają Michael McCullough z University of Miami i C.R. Snyder z University of Kansas, jest cnotą – szczególną właściwością, od której zależy, czy nasze życie będzie dobre. Profesor Ewa Trzebińska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej uściśla: cnota to złożone nastawienie psychiczne, na które składają się powiązane ze sobą uczucia, doznania i pragnienia. To nastawienie ma ogromne znaczenie, bo jak podkreślają McCullough i Snyder „trwale umożliwia osobie myślenie i zachowywanie się tak, że przynosi to korzyści jej samej i społeczeństwu”. Posiadanie cnót przyczynia się do dobrostanu, tak naszego, jak i innych osób. Wśród różnych cnót, obok mądrości, nadziei, miłości i duchowości, poczesne miejsce zajmuje wdzięczność.
Zdaniem Michaela McCullougha i Giacomo Bono, psychologów z University of Miami, wdzięczność odczuwamy, gdy w zdarzeniu, które oceniamy jako osobiście dla nas korzystne, dostrzegamy, że udział miał ktoś jeszcze, inna osoba, Bóg, los. W odpowiedzi pojawia się ciepłe uznanie wobec dobroczyńcy, docenienie go i tego, co dla nas zrobił, życzliwość wobec niego, a także pragnienie, by coś dla niego zrobić, chęć odwdzięczenia mu się. Takie są, według Patricka Fitzgeralda, komponenty wdzięczności.

Pragnienie odwdzięczenia się przetrwało w Johnnym Deppie ćwierć wieku. Tyle czekał na okazję, by zadośćuczynić koledze. Ale chęć odwzajemnienia jest tylko jedną z form wdzięczności. Bo wdzięczność skłania nas do czynienia dobra – niekoniecznie według zasady „ja tobie – ty mnie”. Nasila gotowość do pomagania innym, również obcym osobom, opiekowania się nimi. Rośnie krąg osób nią objętych, przybywa dobra. Wdzięczność daje też siłę tym, którzy ją odczuwają – twierdzą Christopher Peterson i Martin Seligman. Pomaga skutecznie radzić sobie w obliczu wyzwań i trudności, pozwala na przekraczanie siebie, redukuje ryzyko depresji i zaburzeń lękowych.
 

Wdzięczność: wezwanie i odpowiedź

Jakusho Kwong Roshi, mistrz zen z Sonoma Mountain Zen Center w Kalifornii: „Dana” – to stare palijskie słowo, które oznacza dawanie. A szczodrość jest formą wdzięczności. „Dana” stanowi jedną z sześciu buddyjskich paramit, czyli cnót – obok dyscypliny, cierpliwości, wysiłku, koncentracji, mądrości. „Wdzięczność” czy „szczodrość” to słowa, za którymi kryje się wielka siła życiowa. Musimy zdać sobie sprawę, że wszystko, co się przed nami pojawia, jest aktem dawania. Bez tego wszystkiego nie byłoby nas. Nasz naturalny stan umysłu, czyli natura Buddy, to umysł pełen wdzięczności wobec wszystkiego, co spotykamy; nawet za to, czego nie lubimy. Dzięki wdzięczności nasze życie się zmienia. Rozumiemy, że jest ono prezentem. A to, co trudne stanowi mały dar Dharmy. Wdzięczność to nie jest emocja czy uczucie. Dzięki medytacji możemy odkryć, że to coś znacznie głębszego. To cudowny stan umysłu – odczuwany tu i teraz. Uświadamiamy sobie wtedy, że żyjemy dzięki wszystkiemu, co napotykamy na swojej drodze. Praktyka medytacji pozwala nam odczuwać wdzięczność nawet za błędy, które popełniliśmy, za przykre sytuacje i zdarzenia – bo one są naszymi nauczycielami. Dawanie i szczodrość są przejawami naszej dojrzałości. I nie chodzi tu o pieniądze czy dobra materialne, ale o to, ile z siebie potrafimy oddać życiu. Im więcej dajemy, tym więcej możemy otrzymać. Dawanie i otrzymywanie są jak wezwanie i odpowiedź. Kiedy coś otrzymujesz, to jest to jak wezwanie. Następnie odpowiadasz na to wezwanie, dając coś tej osobie, uznając tę osobę, widząc ją. Dawanie i otrzymywanie są bezustannym przepływem siły życiowej. Nie mierzymy, ile otrzymaliśmy. Nie możemy bowiem myśleć o wdzięczności w kategoriach ilości – daję tyle, więc chcę, by tyle samo do mnie wróciło. Jeśli ktoś trzyma to, co otrzymał, wtedy umiera, umiera jego siła życiowa. Przyjmujmy cokolwiek się zdarza, nic nie gromadźmy. Kiedy coś komuś dajemy, robimy to na wydechu. Kiedy przyjmujemy, wdychamy. Niektórzy ludzie, kiedy coś ci dają, wstrzymują oddech, a wtedy przepływ siły życiowej między tym, kto daje i tym, kto przyjmuje jest zablokowany. Ja osobiście odczuwam ogromną wdzięczność wobec mojego nauczyciela, Roshiego Suzukiego. Gdyby nie on, nie miałbym tak dobrego życia. Był kimś, komu mogłem zaufać. Nie oceniał mnie. To ja oceniałem siebie. Gdy go widziałem, zawsze chciałem się właściwie zachować. Bałem się popełnić błędy, ale on i tak je dostrzegał. Na początku bałem się odzywać w jego obecności. Pewnego razu, gdy tak siedziałem i nic nie mówiłem, podał mi kartkę papieru i powiedział: „Czy mógłbyś chociaż napisać, jak masz na imię?”. On ofiarował mi moje życie. Pokazał mi, jakie ono może być... Nauczycielem niektórych ludzi jest po prostu ich życie i jego trud. Na przykład ubodzy Tybetańczycy są szczęśliwi, chociaż nic nie mają. Ich nauczycielem jest bieda. Kiedy otrzymują posiłek, wtedy naprawdę go doceniają. Wysłuchała Małgorzata Sieradzka

Niewdzięczne rozrachunki
Jeśli wdzięczność jest cnotą i siłą psychiczną, dlaczego niektó[-]rym z nas tak ciąży? Anka nie chce o niej nawet słyszeć. Od nikogo niczego nie oczekuje i ma nadzieję, że nikt niczego nie będzie chciał od niej. – Tak jest w porządku – mówi. Jako jedyna z rodzeństwa wyrwała się z rodzinnej wsi, dostała się na prestiżowe studia, a na ostatnim roku otrzymała propozycję pracy na uczelni. I wtedy od całej rodziny usłyszała, że jest niewdzięcznikiem, bo nie wróciła do rodzinnego domu, by pomóc w prowadzeniu gospodarki i opiece nad schorowanymi rodzicami. Zgodnie z tradycją, taka była rola najmłodszego dziecka. Bracia i siostry przypomnieli Ance, ile pieniędzy poszło na jej edukację, że przez wszystkie lata jej nieobecności to oni na zmianę zajmowali się gospodarką i rodzicami, że dobrowolnie złożyli się na remont domu, żeby po powrocie ze studiów ich „mała siostrzyczka” nie musiała martwić się o przeciekający dach. Pracę też jej chcieli załatwić – w szkole, w sąsiednim miasteczku.

A ona nawet im za to wszystko nie podziękowała. Myśli tylko o sobie. – Tak, bo to moje życie. Sama do wszystkiego doszłam, sama ciężką pracą osiągnęłam pozycję zawodową. A teraz bracia i siostry chcą mi to wszystko odebrać, oczekują ode mnie wdzięczności za coś, o co w ogóle nie prosiłam. Nie będę zakładnikiem ich rzekomej troski i dobroci – zastrzega Anka. Doszła do wniosku, że nie chce się z nikim wiązać i nie chce mieć dzieci, bo może rezygnowałyby ze swoich pragnień i potrzeb, czując się zobowiązane do okazania wdzięczności rodzicom. Dziś Anka już sama nie wie, czy to ona zerwała kontakt z rodziną, czy rodzina odsunęła się od niej. Żyje sama, na własny rachunek.

Takich osób jak Anka – żyjących na własny rachunek – jest dziś coraz więcej. Psychologowie wskazują, że we współczesnej narcystycznej, indywidualistycznej i egocentrycznej kulturze, pokusa myślenia o sobie jako jedynym sprawcy swoich sukcesów i powodzenia życiowego jest ogromna. Z dumą mówimy o tym, że wszystko, co mamy, zawdzięczamy sobie i swojej determinacji. Czy aby na pewno wszystko? Szukając przyczyn różnych zdarzeń w naszym życiu, skłonni jesteśmy sukcesy przypisywać sobie, swoim zdolnościom i samozaparciu. Co innego z porażkami – tu chętnie widzimy udział czynników zewnętrznych, innych ludzi, niekorzystnego losu. Ten błąd, zwany egotyzmem atrybucyjnym, sprawia, że obecność innych i ich działania dostrzegamy dopiero wtedy, gdy nam źle się dzieje, gdy coś idzie nie tak.

Nie widzimy tego, co dostaliśmy od ludzi. Nie chcemy im niczego zawdzięczać, bo boimy się, że staniemy się narzędziem w ich rękach: będą od nas oczekiwać wdzięczności – my będziemy czuli się zobowiązani do odpłacenia im. Oni będą mogli nami manipulować – my stracimy swoją wolność lub będziemy musieli sami z niej zrezygnować.

Zobowiązani z automatu
Tak rzeczywiście może się stać – twierdzi Robert B. Cialdini, słyn[-]ny psycholog społeczny, autor

Wywierania wpływu na ludzi. Opisuje on, jak ogromna jest siła jednej z podstawowej reguł rządzących życiem społecznym: reguły wzajemności. Działa ona bezwzględnie, niemal nieuchronnie. Czyjś dar staje się wyzwalaczem, skłaniając nas do wzajemności. Wystarczy, że dostaniemy od kogoś kartkę świąteczną, a zwrotnie odsyłamy mu życzenia, choć nie wiemy, nie przypominamy sobie, kim on jest. Tak było w badaniu Phillipa R. Kunza, socjologa z Brigham Young University. Razem z Michaelem Woolcottem wysłali kartki setkom obcych ludzi i zwrotnie dostali setki życzeń. Nie ma w tym wdzięczności ani innych uczuć. Nie ma nic z wyjątkiem automatycznej skłonności do odwzajemniania. Skłonni jesteśmy odwzajemnić różne dary i przysługi, nawet te, o które wcale nie prosiliśmy. W eksperymencie dr. Dennisa Regana, psychologa z Cornell University, badany nieoczekiwanie dostawał od drugiej osoby puszkę coca-coli, a zwrotnie gotów był kupić od niej więcej losów loteryjnych, których wartość znacznie przewyższała cenę napoju. Nie liczy się też sympatia do osoby obdarowującej nas, nie musimy jej lubić, by chcieć się jej odwdzięczyć. Co więcej, trudno nie przyjąć czyjegoś daru. A przyjąwszy go, czujemy się zobowiązani, by się odwzajemnić.

Jak widać, reguła wzajemności sprawia, że często to nie my wybieramy osoby, którym coś zawdzięczamy – to one wybierają nas. Cialdini zastanawia się, dlaczego prezydentowi Lyndonowi Johnsonowi udało się przeprowadzić przez politycznie mu wrogi Kongres tak wiele ustaw. Często głosowali za nimi również ci kongresmeni, którzy mieli zdecydowanie odmienne poglądy. Przekonał ich? Niekoniecznie. Politolodzy sądzą, że mocniej niż dar perswazji Johnsona zadziałały liczne przysługi, jakie wcześniej oddał on deputowanym, działając przez wiele lat w kręgach władzy. Gdy został prezydentem, przyszła pora na spłatę długów.

Odwzajemniamy nie tylko przysługi, ale i ustępstwa. Na tej regule oparta jest technika wpływu zwana „drzwi zatrzaśnięte przed nosem”. Proś o dużo, a dostaniesz tyle, ile chcesz. Wystarczy sformułować dużą prośbę, która zapewne spotka się z odmową, a następnie ustąpić i poprosić o coś mniejszego, by wzrosły szanse na to, że druga prośba zostanie spełniona. Reguła wzajemności jest silnym narzędziem wpływu. Czasem broniąc się przed nim, próbujemy żyć tak, by niczego nikomu nie zawdzięczać. W artykule na temat wpływu społecznego

S.M. Anderson i P.G. Zimbardo wspominają o Diane Louie, jednej z niewielu członków sekty Jima Jonesa, którzy w 1978 roku nie przyjęli od niego trucizny i ocaleli ze zbiorowego samobójstwa. Diane wcześniej nie przyjmowała też żadnych innych przysług charyzmatycznego przywódcy, bo... „wiedziałam, że gdyby raz mnie obdarzył jakimiś przywilejami, to już by mnie miał. Nie chciałam mu niczego zawdzięczać”.

Ćwiartka szczęścia więcej
Do wdzięczności podchodzimy dziś z wielką ostrożnością. Nie dowierzamy tym, którzy nam ją okazują, jednak wdzięczność – jako ważny aspekt reguły wzajemności – jest jednym z bazowych elementów porządkujących życie społeczne! Socjologowie, na czele z Alvinem Gouldnerem, stwierdzili, że zobowiązanie wzajemności istnieje we wszystkich społeczeństwach i kulturach. Archeolog Richard Leakey upatruje zaś we wdzięczności istotę tego, co nas czyni ludźmi. Pisze on o stworzonym przez ludzi „honorowym łańcuchu zobowiązań”, a antropolodzy kultury dodają, że dzięki owemu łańcuchowi mogła zaistnieć sieć współzależności, gwarantująca powstanie wysoce skutecznych zespołów.

Poczucie zobowiązania do przyszłego odwdzięczenia się jest korzystne dla ludzi nie tylko dlatego, że pozwala na tworzenie łańcuchów związków i wymiany dobrych dla całej społeczno...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy