Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

27 stycznia 2016

Łatwopalni

6

Gniew bardzo często jest wtórną emocją, która przykrywa niepokój czy lęk. A te dwie emocje są dzisiaj powszechne. Niejeden człowiek patrzy w lustro i mówi: „Boję się, czy sobie poradzę, czy zarobię tyle, by spłacić kredyty, czy nie zostanę wyrzucony z pracy, czy dobrze wychowam dzieci…”. Dominuje niepokój o przyszłość, brakuje poczucia bezpieczeństwa - uważa Piotr Fijewski.

Paulina Pająk: – „Jeden gniewny Charlie” to tytuł sitcomu, który w USA bije rekordy popularności, kolejne odcinki ogląda po pięć milionów ludzi. W każdym z nich kontrowersyjny terapeuta spotyka się z pacjentami, którzy mają problemy z okazywaniem gniewu, nie radzą sobie z agresją – wobec innych i samych siebie. Charlie ma tym ludziom pomóc, choć... sam ma kłopoty z opanowaniem złości. Czy rzeczywiście złość i gniew to coś, z czego ludzie muszą się dziś leczyć?
Piotr Fijewski: – Nie wydaje się, aby do terapeutów zgłaszało się obecnie więcej osób z problemem agresji – czy to biernej, czy czynnej, słownej czy fizycznej. Natomiast myślę, że jest coraz więcej osób „z za krótkim lontem”, a więc impulsywnych, drażliwych, wybuchowych. Ludzie ci nieoczekiwanie – często także dla siebie – eksplodują, a potem mają wyrzuty sumienia. Widzą, że złość wpływa destrukcyjnie na ich relacje z dziećmi i partnerami. Boją się, że za takie zachowanie w pracy otrzymają negatywne oceny.

Skąd ta „łatwopalność”? Co nam „skraca lont”?
– Źródła są różne. Jeśli dorastaliśmy w domu, w którym wybuchowość była sposobem manifestowania własnych potrzeb, to w dorosłym życiu także ją stosujemy. Innym ważnym źródłem gniewu jest poczucie krzywdy, a więc stan, w którym czujemy się wykorzystywani przez innych.
W kontekście społecznym powodem „krótkiego lontu” wydaje się powszechne dziś poczucie krzywdy. Wielu ludzi jest skrajnie przeciążonych pracą i zadaniami
– przy pełnej świadomości, że są wykorzystywani, bo często mamy do czynienia z systemem korporacyjno-niewolniczym. Poszukując alternatywy, wyjeżdżamy do pracy za granicę, i tam także jesteśmy bezlitośnie eksploatowani. Polscy pracownicy potrafią być niezwykle wydajni – tyle że kosztem swojego życia. Zestresowani i przeciążeni – są ogromnie wybuchowi, podatni na gniew.

Po pracy wracają do domu i wszystko ich irytuje?
– Zacznijmy od tego, kiedy wracają: po kilkunastu godzinach! A przecież w domu czekają na nich obowiązki, zwłaszcza na kobiety. Po kilkunastu godzinach pracy na pełnych obrotach, iluś tam wykonanych służbowych zadaniach, każda kolejna aktywność – nawet prośba dziecka – staje się czymś nie do wytrzymania. Osoba skrajnie wyczerpana ma ogromną łatwość w przejawianiu agresji.

Przeciążenie, o którym Pan wspomina, jest tematem filmu „Źródła gniewu”. Indyjska reżyserka Vandana Kohli zauważa, że system, w którym żyjemy, kładzie nacisk na szybkość, wydajność i technologię. Jej zdaniem do wzrostu obciążenia emocjonalnego przyczynia się także nadmiar napływających do nas bodźców.
– Żyjemy w stanie nieustannej nadstymulacji. Dociera do nas tak wiele informacji, że nie mamy nawet chwili odpoczynku. Nasza świadomość przeciążona jest ilością znaczeń, jaka do niej dociera. Nasza uważność jest w stanie nieustannego kryzysu. Świat wokół nas wygląda jak niewielki pokój, szczelnie zastawiony istotnymi dla nas przedmiotami, które wszystkie naraz próbują opowiadać swoją historię. Nasza uwaga jest wciąż przy tym, co było kiedyś, albo tym, co będzie, albo tym, co jest w innym miejscu. Nie jesteśmy tu i teraz. Czas szybko wtedy płynie. I tak właśnie żyjemy…

Czy można zmniejszyć negatywny wpływ takiego systemu na pracownika? Co Pan doradza menedżerom i pracodawcom?
– Jest duże zapotrzebowanie na szkolenia dla menedżerów, które obejmują głębszy rodzaj pracy nad sobą: nad stresem, niepokojem, wewnętrznym krytykiem czy poczuciem winy. Służy to zrozumieniu, pokonywaniu barier, szukaniu sensu w pracy i równowagi między nią a życiem prywatnym. Częsta jest forma indywidualnego life-coachingu, w którym staramy się, aby człowiek zbliżył się do samego siebie oraz w tym właśnie szukał energii i sensu czy odkrywał swoje możliwości i potencjały.
Takie szkolenia są potrzebne, ponieważ z jednej strony mamy biznes, który egzekwuje swoje interesy bezwzględnie, a z drugiej – pracowników, zwłaszcza młodych ludzi, którzy przychodzą do pracy z potrzebą znalezienia autorytetu i spełnienia jego oczekiwań, czyli przyjęcia dużych obciążeń. Tymczasem za autorytetami w biznesie nie stoją żadne wartości mogące uczynić czyjeś życie pełniejszym sensu i znaczenia. I tak oto pracownicy zaczynają się opierać nie na wartościach uniwersalnych, ale względnych, które proponuje dana korporacja – tworzonych na użytek produkcji suszarek do włosów czy cukierków. W ten system wchodzą rzesze młodych, nieraz wybitnie zdolnych ludzi i toną w „rozpędzeniu zadaniowym”, w którym jedyną wartością jest pokonywanie kolejnych poprzeczek, choć tak naprawdę nie wiadomo, kto i po co je postawił. Te młode osoby bardzo szybko wtedy zapominają o sobie i odchodzą – od siebie, od swoich potrzeb i wewnętrznej prawdy, od sensu.

Tyle tylko, że poszukiwanie sensu jest wyjątkowo trudne w kulturze instant – bo wymaga czasu. Profesor Zbyszko Melosik opisując współczesną kulturę, zauważył, że cechuje ją orientacja na natychmiastowość. Może po prostu wyrobiliśmy sobie nawyk „klikania” w rzeczywistość i traktujemy ją jak dom towarowy? Jeśli zaś nasze potrzeby nie są zaspokojone, błyskawicznie odczuwamy narastającą złość. I mamy coraz mniej oporów, by ją wyrazić.
– Dochodzimy tutaj do kwestii wolności. Można odnieść wrażenie, że wolność proponowana przez popkulturę sprowadza się do realizacji zachcianek – przede wszystkim poprzez zakupy. Mamy tu przecież wolny wybór: od kafelków do łazienki po gatunek wina na wieczór. Zaspokajamy więc potrzeby, wędrując po kolejnych punktach usługowych. Gdy jednak to się z jakiegoś powodu nie udaje, gdy realizacja zachcianek się odwleka, odbieramy to jako zamach na tę naszą wolność. I wtedy pojawia się frustracja i agresja. To pewnie dlatego tak niesłychanie łatwo i przyjemnie jest nam nakrzyczeć na guzdrającą się panią na poczcie, pospieszać kasjerkę czy zwymyślać kelnera. Mieszamy z błotem akwizytora, zapominając, że ten człowiek ma po prostu taką pracę – ciężką i nieustannie narażającą jego godność na szwank.

Czy wybuchy gniewu mogą oferować nam pozorne uczucie kontroli nad sytuacją?
– Gniew często jest wtórną emocją, która przykrywa niepokój bądź lęk. A te dwie emocje są dzisiaj powszechne. Niejeden człowiek patrzy w lustro i mówi: „Boję się, czy sobie poradzę, czy zarobię odpowiednią ilość pieniędzy, by spłacić kredyty, czy nie zostanę wyrzucony z pracy, czy dobrze wychowam dzieci, czy ja to wszystko ogarnę…”. Dominuje niepokój o przyszłość, brakuje poczucia bezpieczeństwa.

I tak oto ten lęk przykrywamy irytacją, „parskaniem” na osoby w punktach usługowych. Udowadniamy sobie, że jednak jesteśmy silni i potrafimy – i to jak! – kłócić się ze sprzedawcą za wszystkie codzienne krzywdy. Albo łagodniej – przecież my tylko dbamy o dobrą jakość kupowanych produktów, tylko domagamy się tego, co nam się należy. Destrukcyjna złość daje nam złudne poczucie mocy. Badania Róży Bazińskiej i Doroty Szczygieł z SWPS pokazują, że ludzie pracujący w usługach najszybciej wypalają się zawodowo. Oni cały czas muszą maskować swoją złość czy irytację.
– Pracownicy usług często padają ofiarą przemocy. Są upokarzani, nękani i obrażani przez klientów. A tymczasem pracodawca mówi im, że muszą się uśmiechać, zadawać pytania otwarte czy automatycznie powtarzać „przykro mi”, jeśli nie mogą spełnić żądań klienta. Taki człowiek funkcjonuje w roli, która jest bardzo daleka od bycia sobą. Pojawia się ostry konflikt między tym, co się dzieje w środku tej osoby, a jej Ja publicznym. Prowadzi to do błyskawicznego wypalenia.
W tej chwili mamy w Polsce 250 tysięcy przedstawicieli handlowych. Pracowniczy „żywot” takiego przedstawiciela trwa zaledwie od 2 do 5 lat. A to są często przecież młodzi, energiczni ludzie, którzy przez te dwa lata znajdują się w naprawdę traumatycznej sytuacji życiowej.

A co z tymi, którzy gniew przynoszą do domu? Wyzywają, biją i krzywdzą partnerów czy dzieci?
– Przemoc domowa jest ogromnym proble...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy