Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

6 lipca 2016

Męskość rodzi kobiecość

7

Córki nieobecnych, obojętnych, nadgorliwych, zazdrosnych ojców. Córki noszone na rękach albo spychane z kolan. Nieustannie egzaminowane, ciągle pod lupą albo traktowane jak kumple. Kobiety. Ojcowie są zwierciadłem, w którym one się przeglądają. Kiedy widzą swoją słabość, a kiedy moc?

Ten amatorski film nagrany w małym mieszkaniu w San Diego to hit Internetu. Ponad 20 milionów odsłon. On zaczyna zwrotkę, ona idealnie wchodzi w refren. On gra na gitarze, co chwilę spoglądając na nią z czułością, ona bezwiednie przytula się do niego i głaszcze po ramieniu. Dom jest tam, gdzie jestem z tobą... śpiewają Jorge Narvaez i jego sześcioletnia córka Alexa.

Internauci z całego świata zachwycają się „słodkim” duetem. Kobiety, bo to one najczęściej komentują film, podziwiają wrażliwość młodego ojca i jego świetny kontakt z córką. Przypominają sobie własne dzieciństwo i wszystko, co dostały od swojego ojca... Są wśród nich takie, które w pełni akceptują swoją kobiecość: lubią swoje ciało, nie boją się ujawniać swoich potrzeb, stawiają granice, ale nie chowają się za murem. Są gotowe kochać i dają się kochać, ale potrafią też być same. Są ciekawe męskiego świata, szanują odrębność mężczyzny. Kochają tych, którzy potrafią kochać.

Są wśród nich również kobiety, które wciąż przerabiają jakiś kiepski scenariusz w swoim życiu. Kochają za bardzo, najchętniej zimnych drani. Albo opiekują się mężczyznami słabymi, niepewnymi siebie. Niektóre traktują mężczyznę jak sprzęt domowy – kierowcę, bagażowego i ochroniarza. Gdy się popsuje, można wymienić go na nowy. Inne szukają bliskości i czułości w łóżku kolejnych partnerów. I nigdy nie czują się w pełni kobietami...

Czy to możliwe, że za tymi scenariuszami kryje się ojciec? Że o tym, czy radzą sobie w życiu i jak układają się ich relacje z mężczyznami w znacznej mierze decyduje emocjonalny posag, który dostały od swoich ojców?

Odrzucona płeć
Najgorsze, co córka może otrzymać od ojca, to brak zgody na jej płeć, rozczarowanie, że nie jest... chłopcem. Psychoterapeuta dr Krzysztof Jedliński uważa, że „ta niezgoda ojców rozciąga się w zasadzie na całe życie kobiety”. – Może zaburzyć jej rozwój seksualny i zakłócić identyfikację z własną płcią – dodaje psycholog i seksuolog dr Kazimierz Szczerba.

Bywa, że tacy ojcowie próbują wychowywać córkę jak chłopca, co do pewnego momentu bywa nawet bardzo atrakcyjne dla dziewczynki. Dzięki tacie potrafi grać w piłkę, szaleć na rowerze, a jak trzeba, to stłucze namolnego kolegę, ale... – Ojcowie nie potrafią zaakceptować tego, że ich pociechy powoli zaczynają stawać się kobietami. Trudno zmagać się z córką ramię w ramię, gdy rosną jej piersi. Trudno brać ją jak dotąd na kolana. Może też podświadomie ojcowie obawiają się własnych reakcji na obecność w domu młodych, atrakcyjnych kobiet.

Zaczynają odsuwać się od córek, zsuwają je z kolan – mówi Krzysztof Jedliński.Z kolei one nie rozumieją przyczyn zmiany zachowania ojca, ale z czasem orientują się, że ma to związek z ich wyglądem. Coraz krytyczniej patrzą na swoje ciało, a w efekcie coraz gorzej myślą o sobie. Czują się odrzucone i same siebie odrzucają.

Taka sytuacja może trwale ukształtować stosunek dziewczyny, a potem kobiety, do jej własnego ciała. Dr Julita Wojciechowska, psycholog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, podkreśla, że poziom bliskości w relacji z ojcem ma dużo większe znaczenie niż poziom bliskości w relacji z matką: „Badania pokazują, że dziewczyny, które określały swoje relacje z ojcami jako ciepłe i demokratyczne, są bardziej zadowolone z własnego ciała i mają wyższe poczucie włas[-]nej wartości, niż te, które mniej pozytywnie oceniały te relacje”.

Powtórki z przykrości

Dlaczego niektóre kobiety wciąż trafiają na drani, którzy je źle traktują? Czy to możliwe, że same ich wybierają? Przymus powtarzania to mechanizm, który może wyjaśniać, dlaczego powtarzamy w życiu wciąż te same błędy. Pojęcie to wprowadził Zygmunt Freud. Według niego to, co nam się przydarzyło w przeszłości, mimowolnie przenosimy w teraźniejszość. Zachowujemy się i reagujemy tak, jak kiedyś wobec ważnych dla nas osób. Tylko że kiedyś byliśmy ofiarą, a teraz aktywnie, choć nieświadomie, powtarzamy dawne doświadczenia, sami prowokując przykre zdarzenia. „Ja, które biernie przeżyło uraz, powtarza go teraz czynnie w złagodzonej formie, w nadziei, że będzie mogło samo kierować jego przebiegiem od bierności do aktywności, stara się opanować psychiczne doświadczenia życiowe” – pisał Freud. To dlatego w przypadku niektórych osób każdy kolejny związek przebiega i kończy się tak samo. Znów spotyka je opuszczenie, zdrada, nadużycie. Chcą za wszelką cenę uniknąć tego, czego najbardziej się obawiają i czego już doświadczyły w dzieciństwie, na przykład od ojca. Przymus powtarzania może ujawniać się już na etapie wyboru partnera – bojąc się opuszczenia, wybieram partnera, który lęka się zaangażowania i wcześniej czy później odejdzie. Albo  z lęku przed opuszczeniem tak kontroluję partnera, usidlam go i wiążę, że w końcu ma dość i uwalnia się. Za przymusem powtarzania kryje się bezwiedna nadzieja, że to, co nas zraniło w przeszłości, tym razem uda nam się oswoić.?oprac. dk

W cieniu narcyza
Jeśli córka nie znajdzie w oczach ojca akceptacji, jeśli zderzy się z murem jego obojętności albo niechęci, to męski świat stanie się dla niej wrogiem, z którym trzeba zaciekle walczyć, biernie mu ulec albo – dzięki przeróżnym manipulacjom – jakoś w nim przetrwać.

Deficyt akceptacji w relacji z ojcem kobieta próbuje wyrównać, wikłając się (nieświadomie) w tzw. związki koluzyjne. Pojęcie koluzji (z łac. dosłownie: sekretna zmowa) wprowadził niemiecki terapeuta Jorg Willi. Partnerzy w związku koluzyjnym są podobnie zaburzeni, jak mówi psychoterapeutka Anna Mikos, i wzmacniają nawzajem swoje patologiczne zachowania, prowadząc nieświadomie wspólną grę. Deficyt jednej z osób znajduje oddźwięk w podobnym zaburzeniu u partnera.

Przejawia się to już na poziomie wyboru partnera: kobieta, którą tatuś traktował jak narcystyczne przedłużenie swego „ego” – chwalił się nią, ale jej urodę traktował jak magnes, przy pomocy którego skupi uwagę otoczenia na sobie („popatrzcie, jaką ja mam śliczną córeczkę!”) – może w przyszłości uwikłać się w związek z narcystycznym partnerem. To on jest jedynym, najważniejszym i najjaśniejszym punktem odniesienia. To jemu należy się ciągłe uwielbienie. Kobieta dokarmia swoim podziwem partnera, tak jak kiedyś podziwem karmiony był tatuś. W takim związku partnerzy nie dają sobie prawdziwej bliskości. Są dla siebie protezami.

Bywa też, że córki narcystycznych ojców prezentują narcystyczną fasadę sukcesu i pewności siebie. Jednak za tą fasadą kryje się niepewna swej wartości dziewczynka, która czuła, że jest ważna dla tatusia tylko wtedy, gdy ładnie wyglądała, ładnie śpiewała, gdy można się było nią pochwalić. Szuka więc mężczyzn, którzy podziwiają jej sukces i urodę, ale nie dopuszcza do prawdziwej bliskości w związku, bo wtedy musiałaby pokazać, jaka jest naprawdę, – jak bardzo niedoskonała.

Jeśli córka znajdzie u ojca akceptację dla swojej kobiecości – ojciec nie lekceważy jej kobiecości, nie udaje, że jej nie widzi, ale też nie traktuje jej jako ozdoby w towarzystwie – jeśli otrzyma od niego życzliwość i przychylność, to jej tożsamość „Ja jako kobieta” stanie się mocna i trwała, a ona sama spokojnie, pewnie i odważnie wejdzie w świat. „Kiedy dziewczyna czuje się kochana, szanowana i doceniana przez tatę, otrzymuje od niego o wiele więcej, niż dawniej mieściło się w posagowej skrzyni”, tłumaczy w książce Wychowanie dziewcząt australijska psychoterapeutka rodzinna Gisela Preuschoff.

Pod tyranią krytyki
Kolejnym „darem”, jaki wielu ojców pozostawia swoim córkom w posagowej skrzyni, jest niskie poczucie wartości. Te, które wciąż słyszały, że są niezgrabne i mało inteligentne, że nie potrafią niczego zrobić dobrze, z czasem dochodzą do przekonania, że rzeczywiście takie są. Jeśli nawet osiągną coś, co spotyka się z aprobatą otoczenia, to od razu same znajdują mnóstwo wad, dyskredytują własny sukces.

Krzysztof Jedliński opowiada o jednej ze swoich pacjentek: – Kilka lat temu przychodziła do mnie na terapię dorosła już córka niezwykle bogatego człowieka. Z jej opowieści wynikało, że źródłem jej cierpień i wszystkiego złego w życiu jest ojciec-neurotyk. Miał do niej wieczne pretensje, że za mało się angażuje w prowadzenie firmy, że pewnie kiedy on umrze, to ona wszystko doprowadzi do ruiny. No i biznesmen zmarł, a moja pacjentka przejęła interes. W krótkim czasie okazała się świetnym szefem: kompetentnym, twórczym, lubianym przez pracowników.

A mimo to nie potrafiła sobie poradzić ze swoimi „demonami”: niskim poczuciem własnej wartości, niepewnością, brakiem pewności siebie, niewiarą we własne możliwości. Reakcje ojca powodowały, że od dziecka czuła się nie dość dobra w swojej roli córki, a potem nie dość dobra w roli żony, szefowej. Ciągle myślała, co ojciec by na to powiedział, czy byłby z niej zadowolony. Psychoterapeutka Susan E. Carrell, autorka Escaping Toxic Guilt uważa, że z takim ciągłym lękiem i poczuciem winy boryka się ogromna rzesza kobiet. Nazwała to zjawisko GAT (z ang. Guilty All the Time) – ciągle winna...

Aby osiągnąć taki stan niewiary w siebie, córki wcale nie muszą być bezpośrednim celem ojcowskich utyskiwań, złośliwości i ironii. Wystarczy, gdy widzą, że ojcowie traktują matki jak służące, które muszą ciężko zapracować na dobre słowo pana domu. Jeszcze gorzej jest, gdy matki godzą się na to pokornie, gdy starają się spełniać każdą zachciankę swoich partnerów. Wówczas w córkach narasta poczucie, że widocznie tak ma być, bo skoro mama – pierwszy model kobiety – tak się zachowuje, to pewnie kobiety są niewiele warte, niezaradne i bez mężczyzny z całą pewnością sobie nie poradzą.

W efekcie nie wiedzą, czego chcą, nie znają swoich potrzeb, nie umieją wyznaczyć granic, których nikomu nie wolno przekroczyć. Córki tyranów znoszą każdy rodzaj traktowania – nie tylko przez partnera, w związku, ale i w relacjach z innymi ludźmi, w pracy. Nie odnoszą sukcesu zawodowego, bo ciągle się boją, są niepewne swojej wartości. W dzieciństwie od ojców otrzymywały tylko rozkazy i zakazy, były musztrowane i egzaminowane. Tymczasem badania Ann F. Caron, amerykańskiej psycholożki specjalizującej się w problemach rozwojowych dziewcząt, wskazują, że kobiety aktywne i niezależne, odważne i pewne siebie to przeważnie córki ojców, którzy od wczesnych lat życia dawali im ciepło, uwagę, poświęcali dużo swojego czasu i zachęcali je do samorozwoju.

Przywiąż się do mnie

Pragniemy kochać i być kochani. Zdolność do tego kształtuje się na początku naszego życia w relacji z matką lub ojcem. Brytyjski psycholog i lekarz John Bowlby sformułował teorię przywiązania. Uważał on, że w dawnych czasach przywiązanie ułatwiało przetrwanie. Ci, którzy mieli kogoś bliskiego, mieli też większe szanse przeżycia. Bowlby opisywał, co się dzieje, gdy dziecko traci ojca lub matkę, gdy nie poświęcają oni dziecku tyle czasu i uwagi, ile ono potrzebuje. Utrata obiektu przywiązania negatywnie wpływa na rozwój emocjonalny dziecka, co może ujawnić się w późniejszym okresie życia. Idee Bowlby’ego rozwinęła Mary Ainsworth, kanadyjska psycholog rozwojowa. Wyodrębniła ona trzy style przywiązania dzieci do opiekunów: bezpieczny, lękowy i unikowy. Dla niemowląt prezentujących bezpieczny styl przywiązania matka jest bezpieczną przystanią; opuszczają ją bez lęku, by badać świat i powracają do niej po otuchę. Dzieci, które prezentują lękowy styl przywiązania ciągle sprawdzają, czy mama jest w pobliżu. Z kolei te prezentujące styl unikowy pozostają na pozór obojętne na nieobecność matki, nie dążą do bliskości z nią i nie szukają u niej wsparcia. Wedle założeń teorii przywiązania to, jak jesteśmy kochani i jak kochamy w pierwszych latach życia, wpływa na to, jak postrzegamy siebie i ważne osoby, które spotykamy na swojej drodze oraz jak staramy się kształtować relacje z nimi.?oprac. dk

Zdradzone przez ojca
Popularny niemiecki komik Michael Kessler w jednym ze swoich skeczów wciela się w rolę ojca, któremu córka przedstawia swojego chłopaka. Prezentuje dziesięć możliwych scenariuszy zachowania ojca, na przykład: ojciec udaje równiachę-ziomala; ze strachu o to, jak wypadnie przed jej chłopakiem, moczy się w spodnie; próbuje zniechęcić chłopaka opowiadając mu, że „zwykle chłopacy uciekają przed moją córką, gdy dowiadują się, że jest zdradziecką ździrą”, każe chłopakowi przed randką podpisać kilkanaście weksli i oświadczeń; testuje go, czy potrafi się dobrze całować, żeby córka się nie rozczarowała... Publiczność zrywa boki, a córka ze skeczu za każdym razem chce ze wstydu zapaść się pod ziemię albo z wściek[-]łości zamordować ojca.

Gorzej, gdy taki nieobliczalny ojciec trafia się w życiu, a nie w kabarecie. Gdy trudno przewidzieć jego reakcje, zachowania. Gdy ciągle narusza poczucie bezpieczeństwa swojej córki. Kobieta, która nie czuje się bezpieczna, nikomu nie ufa i nikogo nie dopuszcza blisko siebie. Nie angażuje się emocjonalnie w pełni, by uniknąć zranienia. Często jednak – paradoksalnie – towarzyszy jej lęk przed samotnością.

Tanya – bohaterka jednej z licznych historii opisanych przez Judith Wallerstein i Sandrę Blakeslee w przejmującej książce o dzieciach rozwiedzionych rodziców pt. Druga szansa – nie rozumiała, dlaczego ojciec odszedł do innej kobiety, zostawił ją, gdy była mała. Czuła się zdradzona przez niego i to uczucie nie słabło. Nawet gd...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy