Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

11 lipca 2016

Niech się zmieni on, nie ja!

1

Ona ma dość jego wyjść na piwo z kolegami, on - jej wiecznego utyskiwania. Oboje uważają, że problem zniknie, gdy to partner się zmieni - oczywiście wypełniając ich zalecenia.Czy rzeczywiście tak się stanie?

Katarzynie bardzo zależy na tym, aby mąż zrezygnował z piątkowych wyjść z kolegami na piwo. Przed ślubem nie przeszkadzało jej to tak bardzo jak dziś, choć nieraz stęskniona czekała wieczorem na Jacka. Sama wówczas również prowadziła aktywne życie – spotykała się z koleżankami, po pracy robiła studia podyplomowe. Odkąd urodził się ich syn, codzienna opieka nad dzieckiem należy przede wszystkim do Katarzyny. Trudno jej teraz znieść piątkowe wypady Jacka. Denerwuje się, że mąż nie pomaga wtedy w opiece nad dzieckiem.

Katarzyna czuje się jak skazaniec – musi siedzieć w domu i zajmować się synem. Zresztą, pozostałe dni Jacek spędza majsterkując i pracując przy aucie, grając w gry internetowe albo przeglądając pisma budowlane (marzy o budowie domu). Katarzyna uważa, że Jacek zupełnie nie rozumie jej potrzeb, a nawet je ignoruje. W rozmowach z mężem krytykuje jego postawę, nieodpowiedzialnych kolegów, a nawet rodziców Jacka, którzy – jej zdaniem – źle go wychowali. Boli ją brak wsparcia i zaangażowania męża w ich wspólne sprawy – nie tylko tego, co dobre dla rodziny, ale dla niej samej.

Czasem nawet przychodzi jej do głowy myśl, że może Jacek ją zdradza i dlatego tak mało uwagi i serca jej poświęca. Najbardziej rani ją to, jak Jacek ocenia jej wygląd i zainteresowania – nie dość, że odkąd urodziła dziecko, czuje się brzydka i głupia, to jeszcze mąż ciągle ją krytykuje i mówi, że sama sobie jest winna i że to ona powinna coś w sobie zmienić. Katarzyna odbiera te opinie jako niesprawiedliwe i krzywdzące. Nienawidzi być porównywana z innymi kobietami, które „mają dzieci, a mimo to radzą sobie świetnie”. Brakuje jej spotkań ze znajomymi, wieczornych wypadów, swobodnego planowania dnia – dziecko pochłania jej cały wolny czas. Gdyby tylko Jacek zmienił swoje zachowanie, wieczory poświęcał rodzinie i odciążył ją nieco od codziennych obowiązków... Katarzyna nie wie już, co zrobić, aby Jacek się poprawił – nie pomagają ani prośby, ani groźby.

Z jego perspektywy Jacek uważa, że odkąd urodził się syn, żona bardzo się zmieniła. Stała się drażliwa, wybuchowa, „wszystkiego się czepia”. Dobrze zajmuje się dzieckiem, ale sama bardzo się zaniedbała. Wcześniej miała wiele zainteresowań, rozwijała się, była zadowolona z życia. Teraz poza synem i serialami w telewizji nic jej nie interesuje, na nic nie ma ochoty. Punktem zapalnym w ich związku są jego cotygodniowe wyjścia z kolegami na piwo. Jacek nie rozumie, dlaczego – przecież Katarzyna zawsze wiedziała, że taki ma zwyczaj i nie zamierza z niego zrezygnować. Jacek widzi, że inne kobiety też mają dzieci, a przecież chodzą do pracy, dbają o siebie.

Uważa, że dopóki żona nie weźmie się w garść i nie zajmie sobą, jego częstsze przebywanie w domu i rezygnacja ze spotkań z kolegami na nic się zdadzą, a nawet zaszkodzą, bo siedzenie w domu z niezadowoloną żoną tylko pogarsza jego samopoczucie. Uważa, że Katarzyna widzi problem tam, gdzie wcale go nie ma, bo przecież każdy mężczyzna ma prawo raz w tygodniu iść z kolegami na piwo. Żądania żony, by z tego zrezygnował, traktuje jako kolejną próbę ograniczenia jego wolności. To dla niego bardzo bolesne, bo uważa, że zakładając rodzinę i podejmując wiele zobowiązań finansowych, i tak już sam mocno ograniczył swoją wolność. Czuje się przytłoczony odpowiedzialnością za utrzymanie rodziny – sam musi temu sprostać, bo żona nie spieszy się na razie z powrotem do pracy.

Spotkania z kolegami są dla Jacka bardzo ważne, bo dzięki nim odpręża się po męczącym tygodniu pracy i odzyskuje siłę do dalszego działania. Siedzenie w domu, słuchanie wymówek i dąsów żony bardzo go męczy. Nie zna się na opiece nad dzieckiem, bo często wraca późnym wieczorem, gdy syn już śpi. Kiedyś próbował pomóc przy małym, ale Katarzyna skrytykowała go, więc dał sobie z tym spokój. Uważa, że żona powinna zająć się sobą, a nie tylko dzieckiem i domem. Czasami świadomie sprawia jej przykrość, żeby przestała się go czepiać.

Zaszantażowani? Często stosowaną w związkach strategią rozwiązywania problemów jest strategia: „masz się zmienić”, w której partnerzy wykorzystują arsenał technik negocjacyjnych wyuczonych od dzieciństwa. Próbujemy zastraszania agresją werbalną lub fizyczną, szantażu emocjonalnego wycofywaniem miłości i ewentualnym rozstaniem, obniżania poczucia wartości partnera, powoływania się na dowody społecznej słuszności („przecież inni tak robią, czemu ty nie możesz?”), na siłę autorytetu (lekarza, psychologa lub członka rodziny), tworzenia koalicji wewnątrzrodzinnych z dziećmi lub rodzicami. Te metody bywają skuteczne, tyle że w długotwałym związku są już bardzo dokładnie rozpoznane i przećwiczone przez obie strony – partner już nauczył się bronić przed każdą z tych technik, i dlatego najczęstszym efektem prób wywołania zmiany jest kolejna kłótnia i utrwalenie status quo.

Katarzyna i Jacek walczą o zaspokojenie ważnych życiowo i uzasadnionych potrzeb. Ona potrzebuje pomocy w opiece nad dzieckiem, odciążenia i czasu na zajęcie się sobą, zaś on chciałby, żeby po męczącej pracy w domu witała go miła i zadowolona z życia żona. Próbują wzajemnie wymusić na sobie zmianę do pożądanego stanu. Ona wzbudza w mężu poczucie winy, zaś on broni się, dając żonie za przykład inne kobiety, które świetnie się odnalazły w nowej sytuacji po urodzeniu dziecka.

Jacek reaguje na poczucie winy unikiem lub czasem agresją werbalną, zaś Katarzyna całkiem traci poczucie włas[-]nej wartości i wpada w poczucie uzależnienia od zachowań partnera. Zanim doszło do konfliktu, rozważali inne rozwiązania, które okazały się niedostępne. Na opiekunkę dla syna nie było ich stać, bo po urodzeniu dziecka Kasia straciła pracę, a na nową nie ma szans. Spłacają kredyt, a koszty utrzymania dziecka przerosły ich początkowe wyliczenia. Nie mogą liczyć na rodziców przy dziecku, bo choć rodzice Katarzyny mieszkają niedaleko, to jeszcze pracują, zaś Jacka mieszkają na drugim końcu Polski...

Problem bez dialogu Główną przyczyną błędnego koła, w którym znaleźli się Katarzyna i Jacek, jest niewłaściwy sposób komunikacji, a nie obiektywne trudności. Po nieudanych próbach znalezienia rozwiązań, partnerzy zaczynają szukać winy w sobie nawzajem. Wysyłają komunikat: „jesteś winny moim problemom i powinieneś się zmienić”, co wywołuje u partnera bunt i obronę przez atak. Ich oczekiwania względem siebie coraz bardziej się mijają. Zamiast rozwiązywać problemy, partnerzy dodatkowo pogłębiają konflikt. W efekcie ginie istota rzeczy, a jej miejsce zajmuje wybrany szczegół (np. piątkowe wyjścia Jacka), w którym kumuluje się cała złość wynikająca z niezadowolenia i frustracji i który staje się punktem zapalnym kolejnej awantury.

Katarzyna nie rozmawia z Jackiem o tym, co mogliby zrobić, by wygospodarowała czas dla siebie, lecz żąda, by Jacek zrezygnował ze swoich spotkań. Zamiast wyrażać swoje potrzeby wprost, atakuje potrzeby Jacka. Partner całą swoją uwagę skupia na obronie przed ograniczeniem jego i tak skromnego wolnego czasu, a także przed poczuciem winy wywołanym zarzutami. W efekcie nie chce (i nie ma szansy) zobaczyć powodów, dla których żona prosi go o zmianę zachowania. Gdyby Katarzyna skupiła się na osiągnięciu jednego prostego celu, jak na przykład czas na wizytę u fryzjera, o wiele łatwiej przyszłoby im znaleźć rozwiązanie, które oboje by zaakceptowali. Niestety, w praktyce przejście od konfliktu do konstruktywnego wyrażania swoich potrzeb nie jest takie proste.

Do fryzjera w czwartek? Patrząc z boku łatwo zauważyć, że wyjścia Jacka na piwo raz w tygodniu nie mają realnego znaczenia, jeśli chodzi o rozkład obowiązków w rodzinie i jej tygodniowy rytm. Katarzyna narzeka na piątkowe wyjścia męża, ale wcale nie szuka czasu na własne zajęcia – wylewa swój żal z powodu zbyt małego, w jej mniemaniu, zaangażowania Jacka w opiekę nad dzieckiem. Oczywistym rozwiązaniem na wygospodarowanie czasu dla Katarzyny jest wykorzystanie pozostałych dni tygodnia. Para nie szuka konstruktywnych rozwiązań, a raczej sposobu na rozładowanie nagromadzonych negatywnych emocji.

Sposób, w jaki prowadzą dialog, dolewa tylko oliwy do ognia. Aby zatrzymać to destrukcyjne błędne koło, Katarzyna musiałaby wczuć się w to, jak jej roszczenia i oskarżenia odbiera mąż. Musiałaby też zadbać o komfort rozmowy swojego partnera, np. doceniając jego wkład w życie rodziny, próbując przekazać swoją sytuację i oczekiwania związane ze zmianą. O wiele łatwiej byłoby im rozmawiać, gdyby w miejsce zarzutów o piątkowe wieczory z kolegami pojawiła się prośba o pozostanie Jacka w domu ze względu na umówioną wizytę lub spotkanie, niekoniecznie w piątek. Jacek postrzega żonę jako kłótliwą i niezadowoloną. Dom, który wspólnie z nią stworzył, stał się miejscem, gdzie nie może odpocząć, bo czeka wciąż na kolejny konflikt. Próbuje przerwać trudną sytuację, pokazując żonie przykłady z otoczenia, i nie wie, dlaczego spotyka się wówczas z jej jeszcze większą niechęcią. Podawanie za wzór innych kobiet nie jest dobrą metodą.

Po pierwsze Jacek zakłada, że żona radzi sobie z kłopotami życiowymi gorzej niż one, podczas gdy tak naprawdę nie wie zbyt wiele o ich prawdziwej sytuacji i rozwiązaniach, które stosują. W ten sposób umieszcza w żonie całą odpowiedzialność za zmiany, co ona przeżywa jako przejaw braku partnerstwa w związku. Po drugie, naturalną reakcją każdego człowieka na porównanie z innymi jest złość i opór.

Przerwać impas Dobrą metodą na wyrwanie się z impasu jest dostrzeżenie możliwości zmiany trudnej sytuacji w sobie samym zamiast w partnerze. Z dużym prawdopodobieństwem Jacek nie zaproponuje żonie samodzielnego wyjścia z domu ani też nie domyśli się, że ma ona problem z rozmową na ten temat. Odpowiedzialność za zorganizowanie czasu dla siebie i propozycje konkretnych działań leżą wyłącznie po stronie Katarzyny. Może się ona nawet czegoś od męża nauczyć – skoro jego wyjścia na piwo są „święte”, tak samo ważne mogą stać się podejmowane przez nią aktywności. Katarzyna musi sama sobie pozwolić na wyjścia z domu i pozostawienie dziecka pod opieką męża, musi poradzić sobie z lękiem wywołanym separacją z dzieckiem.

Będzie to wymagało uzgodnień z Jackiem. Jeśli będzie konsekwentnie posługiwać się językiem „ja” i nie da się sprowokować (patrz aplikacja poniżej), istnieje duża szansa, że rozmowa nie zakończy się kłótnią, lecz rozwiązaniem problemu, które oboje zaakceptują. Na ogół łatwiej jest zobaczyć problem w innych niż w sobie. Jednak umieszczanie przyczyn problemów w partnerze skazuje wszelkie rozmowy na porażkę, bo trudno coś zrobić z cudzym problemem i uzyskać pozytywną zmianę. Wszelkie techniki manipulacyjne, które mają w tym pomóc, to droga na skróty i unikanie trudu podjęcia zmian w sobie i konfrontacji z własnymi problemami...?

Jak mówić językiem „ja”

1. O swoich oczekiwaniach należy mówić językiem „ja”, czyli językiem potrzeb i uczuć z nimi związanych. „Chcę iść w czwartek do fryzjera”, zamiast „Już pół roku nie byłam u fryzjera”. To drugie stwierdzenie wzbudzi u partnera poczucie winy i obronę. 2. Próby umieszczania problemu w partnerze – „Nie mogę iść do fryzjera, bo ciebie ciągle nie ma w domu!” – wywołują zawsze jego opór i złość. Lepiej samodzielnie podejmować trud zmian na lepsze, licząc na wsparcie partnera. Łatwiej rozwiązać swój problem niż cudzy, choć zwykle wydaje nam się, że jest odwrotnie.  3. Nie dajmy się sprowokować językowi „ty” partnera. Mówimy: „Chcę iść w czwartek do fryzjera”. Gdy zdenerwowany partner odpowiada: „Przecież dopiero co byłaś!”, dobrą reakcją jest: „Czyli w czwartek. Jedzenie dla Stasia zostawię w lodówce”.

Przypisy