Brak wyników

Rodzina i związki

17 października 2016

Partnerzy, z którymi nie może się udać

1

Relacje z najmniej odpowiednimi osobami najtrudniej zerwać. Dlaczego w ogóle w nie wchodzimy?

Mówi się, że albo ktoś nam się od razu podoba albo nie, i nic tego nie zmieni. Na przykład Annie zawsze podobali się niegrzeczni chłopcy, aroganccy i pewni siebie, ale nie podobało jej się gdy ktoś, a już na pewno nie jej własny chłopak, traktował ją bez szacunku. Bardzo chciała założyć rodzinę i mieć dzieci, ale mężczyźni, z którymi się spotykała nie byli materiałami na ojca i męża, a ci, którzy byli, nie pociągali jej - „grzeczni” chłopcy nie mieli u niej szans. Jeśli problem Anny nie jest ci odległy, nie jesteś sam(a). Każdego z nas pociąga jakiś typ (atrakcyjny fizycznie, emocjonalnie, osobowościowo), który potrafi zburzyć spokój. Sprawia, że nie możemy się powstrzymać, przyciąga jak magnes, a jednocześnie sprawia, że jesteśmy odsłonięci i bezbronni. Czujemy, że musimy zrobić wszystko, by zasłużyć na tę miłość. Nazywamy to „zainteresowaniem z deprywacji” czyli braku – tłumaczy Ken Page, autor „Deeper Dating”. Czasami w takich sytuacjach szybko dostrzegamy czerwoną flagę (on od razu mówi, że nie chce się żenić, ona unika tematu rodziny i wspólnej przyszłości, on już kiedyś podniósł rękę na kobietę itd.). Innym razem nie od razu widać zagrożenie, ale po jakimś czasie nie da się go już ignorować – partner kłamie, oszukuje, jest niedostępny, nadmiernie krytyczny, samolubny, uzależniony itd. Niektórych to jednak nie zniechęca, trudno im wyjść z takiego układu.

Jednym z powodów może być to, że w związku opartym na deprywacji jesteśmy nagradzani rzadko i nie możemy kontrolować tego kiedy przyjdzie nagroda („Na co dzień nie możemy na siebie patrzeć, trudno nam się rozmawia, ale jak już jest dobrze, to wręcz cudownie! Fakt, że rzadko jest dobrze, ale przecież nie jest tak zupełnie źle” itd.). Z psychologii behawioralnej wiemy, że wzmocnienia nieregularne są najbardziej uzależniające i najtrudniej je przerwać (dobrym przykładem jest hazard – rzucamy kością sto razy, bo kiedyś raz za dwusetnym udało się wygrać). Drugi powód może być taki, że związki oparte na atrakcji z deprywacji to jeden z najskuteczniejszych sposobów na ucieczkę przed prawdziwą intymnością. W związku z deprywacji czujemy się bezpiecznie, bo nie ma tu mowy o prawdziwej bliskości. Szukamy bowiem miłości u kogoś, kto nie chce nam jej dać. Osoby wchodzące w takie relacje, w związku z przewidywalnym, dostępnym partnerem czują się niekomfortowo, boją się, są niespokojne. Zatem niektórzy wchodzą w relacje skazane na niepowodzenie, bo w głębi boją się zaangażowania, odpowiedzialności, dorosłości.

Przepisem na szczęście jest wchodzenie w relacje nie z braku, lecz z inspiracji. Rozpoznanie takiego związku wymaga czasu, uważności i cierpliwości.

Oto pytania, które pomogą odróżnić atrakcję z deprywacji od atrakcji z inspiracji:

- Czy inspiruje cię troska twojego partnera?

- Czy inspiruje cię jego dobroć, przyzwoitość, integralność?

- Czy twoja miłość napędzana jest szacunkiem dla drugiej osoby i tego jakim jest człowiekiem?

- Czy lubisz siebie takiego jakim jesteś będąc z tą osobą?

- Czy on/ona sprawia, że jesteś lepszym człowiekiem?

Związki oparte na inspiracji nie są dla szczęśliwców. Są dla wszystkich. Pierwszy krok w tym kierunku, to poszukiwanie w potencjalnym partnerze czegoś, co mogłoby nas zainspirować, poruszyć, a nie tylko atrakcyjności fizycznej czy innych powierzchownych cech. Relacja z drugą osobą może nie tylko zaspokajać potrzebę miłości, ale i stawania się lepszym człowiekiem.

***

Oprac. (marga) huffingtonpost.com na podst. „Deeper Dating” Ken’a Page’a

Przypisy