Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Laboratorium

20 marca 2019

Wyczerpani od urodzenia

6

W radzeniu sobie z wypaleniem może pomóc – i dzieciom, i dorosłym – rozwijanie wewnętrznej odporności. W praktyce klinicznej nie mówimy pacjentom, że dbanie o sukces i dobre wyniki w nauce to z definicji coś złego. Raczej staramy się przekonać ich, że najważniejszy jest umiar i zdrowy rozsądek.

ANDRZEJ LIPIŃSKI: Panie Profesorze, czy burnout u dzieci i młodzieży, czyli syndrom wypalenia, to nowy fenomen, czy jedynie inne określenie znanej, ale nie traktowanej poważnie dolegliwości występującej w tej grupie wiekowej?

Michael Schulte-Markwort: Od pięciu lat obserwuję wśród dzieci i młodzieży coraz częstsze przypadki depresji spowodowanej przemęczeniem lub wyczerpaniem. Zjawisko to nie jest zupełnie nowe, ale intensywność i częstotliwość jego występowania sugerują, że to rzeczywiście nowy i nasilający się fenomen.

Zatem burnout to inna nazwa depresji wywołanej wyczerpaniem?

Ja używam obu tych określeń zamiennie. W świecie akademickim od dawna nie ma zgody co do tego, czy burnout można uznać za schorzenie w ściśle medycznym znaczeniu. W klasyfikacji ICD-10 burnout figuruje w rubryce „życiowe problemy”. Spośród oficjalnych definicji najbardziej adekwatna wydaje się neurastenia. Tej diagnozy jednak już od dawna się nie stawia, gdyż stygmatyzowała osoby, które wskutek dużej wrażliwości emocjonalnej nie radzą sobie z problemami w pracy zawodowej lub ogólnie z życiowymi wyzwaniami. Psychiatria dorosłych nie zdobyła się dotąd na uznanie wypalenia za samodzielną jednostkę chorobową, a przecież jest sprawą oczywistą, że występuje ono zarówno u dorosłych, jak i u dzieci i młodzieży.

Czym więc różni się ten rodzaj depresji od jej klasycznej formy?

Zasadniczo rozróżniamy dwa typy depresji – endogenną, tzw. major depression, oraz reaktywną. Wypalenie wskutek przemęczenia czy wyczerpania to jedna z form depresji reaktywnej. Obie formy są trudne do odróżnienia, każdy przypadek depresji jest wyjątkowy, ważne jest rozpoznanie przyczyn i wpływu bodźców zewnętrznych, np. takich jak sytuacja w szkole czy w miejscu pracy.

Burnout nie jest więc nową „szufladką”, do której trafią dzieci leniwe lub mniej zdolne?

Dokładałem dotąd wszelkich starań, by unikać takiego szufladkowania. Już trzy lata temu w wywiadzie dla tygodnika „Die Zeit” wyraziłem ogromne zaniepokojenie faktem, że w naszej klinice psychiatrycznej coraz częściej pojawiały się dzieci i nastolatki dotknięte przemęczeniem. Postanowiłem zgłębić ten problem, czego efektem jest książka Burnout Kids. Nieco populistyczny tytuł miał sprowokować publiczną debatę, w której poszukamy odpowiedzi na pytanie, czy jako społeczeństwo możemy pozostać wobec tego problemu bezczynni.

Współczesne społeczeństwo żyje zgodnie z zasadą „więcej, szybciej, lepiej” i wpaja dzieciom te wartości. Czy w takim modelu życia łatwiej o wypalenie?

To szaleństwo nieograniczonego wzrostu i kompulsywnej konsumpcji nazywam zasadą wszechobecnej ekonomizacji. W środowisku pracy wyraża się ona m.in. stosowaniem coraz bardziej rygorystycznych mechanizmów kontrolnych. Dziś pracownikom nie daje się nawet odrobiny wolności, wszystko jest oceniane, każda decyzja przeliczana na konkretne koszty. Nawet w naszej klinice psychiatrycznej jestem rozliczany z każdego ołówka. Nasze dzieci wyrastają w świecie, w którym króluje zasada „coś za coś”. Uważam, że jest to fatalny kierunek rozwoju.

W swojej książce alarmuje Pan, że odsetek dzieci dotkniętych wypaleniem stale rośnie. Czy jest to diagnoza wynikająca jedynie z Pana pracy klinicznej, czy potwierdzają ją również badania innych naukowców?

Burnout w tak młodym wieku to problem bardzo złożony, rzetelnych badań tego zjawiska mamy na razie niewiele. W naszej klinice przeprowadziliśmy dotąd szeroko zakrojone badanie w grupie 1200 uczniów hamburskich szkół. Badaliśmy poziom stresu wywołanego nauką i środowiskiem szkolnym, poziom zadowolenia ze szkoły i występujące w korelacji z tymi zmiennymi symptomy psychosomatyczne. Z naszych badań wynika, że dla 30 procent dzieci szkoła jest przyczyną stresu. Co piąty uczeń klas maturalnych przyznaje, że szkoła nie sprawia mu jakiejkolwiek przyjemności. Jeśli uwzględnimy dzieci, którym życie szkolne daje jedynie „umiarkowaną” satysfakcję, to okazuje się, że szkoła nie stanowi problemu dla zaledwie 10 procent uczniów. Uważam ten wynik za prawdziwy skandal.

Narażeni perfekcyjni

Badania nad wypaleniem wskazują, że bardzo często dotyka ono osoby, które można określić jako dysfunkcjonalnych perfekcjonistów. Kwestionariuszem, który pozwala rozpoznać taką osobę, jest Wielowymiarowa Skala Perfekcjonizmu. Dysfunkcjonalnemu perfekcjoniście towarzyszą następujące myśli i przekonania: 1. Kiedy coś nie wychodzi mi tylko częściowo i tak mam wrażenie, że całkowicie nie podołałem zadaniu. 2. Nie znoszę, kiedy nie jestem najlepszy w tym, co robię. 3. Im mniej błędów popełniam, tym bardziej jestem lubiany. 4. Nawet gdy robię coś bardzo uważnie, mam często wrażenie, że coś jest nie tak. 5. Zazwyczaj zostaję ze swoją pracą w tyle, ponieważ zawsze wszystko sprawdzam i robię od początku.

Według innych badań 20 procent niemieckich dzieci cierpi na zaburzenia psychiczne. Jaką część stanowią tu przypadki wypalenia?

Burnout występuje równie często jak ADHD, czyli u 3 procent populacji. W Niemczech faktycznie około 20 procent dzieci ma problemy psychiczne, z czego połowa potrzebuje pomocy specjalistycznej. Te dane są potwierdzone licznymi badaniami. Przypuszczam, że w Polsce sytuacja jest podobna.

Pisze Pan również o tym, że jakość relacji wychowawczych i rodzinnych uległa w ostatnich 25 latach znacznej poprawie. A jednak to polepszenie relacji nie chroni dzieci i młodzieży przed problemami psychicznymi?

Poprawa relacji w szkole i w rodzinach z jednej strony skutkuje tym, że rodzice dzieci mających problemy zgłaszają się dziś wcześniej do klinik czy poradni psychologicznych, stąd wrażenie, że w tej grupie wiekowej problemy psychiczne pojawiają się częściej. Z drugiej strony współcześni rodzice, żyjący pod silnym wpływem mechanizmu „wszechobecnej ekonomizacji”, przekazują dzieciom model życia pod presją. W efekcie wielu młodych ludzi jest głęboko przekonanych, że matura ze średnią poniżej 5,5 to ich życiowa klęska. Prawdziwy problem polega na tym, że ten zewnętrzny nacisk z czasem przeradza się w wewnętrzną motywację i rodzice wcale nie muszą stać nad dzieckiem i je poganiać albo przymuszać do nauki. Często jest wręcz odwrotnie – rodzice próbują dzieciom uświadamiać, że nie muszą być w szkole najlepsze.

Motywacja wewnętrzna jest jednak efektem socjalizacji i wpływu bodźców zewnętrznych, nie rodzi się samoistnie.

To prawda. Jest ona skutkiem presji grup rówieśniczych, ale także wpływu nauczycieli, którzy nierzadko zasi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy