Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

8 września 2016

Żalu sobie nie żałuj

9

Żal jest negatywną emocją, nie chcemy go czuć. Ale warto się w niego wsłuchać, bo sygnalizuje nam, że podjęliśmy złą decyzję. Dzięki temu wciąż możemy zmienić kierunek, coś naprawić. Żal wzywa nas do działania - mówi amerykański psycholog Neal Roese.

Agnieszka Marcisz: – „Wybrałam prawo, choć zawsze marzyłam o malarstwie”. „Gdybym wtedy poślubiła Andrzeja, moje życie wyglądałoby inaczej”… Nie ma dnia, byśmy nie snuli podobnych, przepełnionych żalem scenariuszy. Czy można żyć tak, by nie przeżywać żalu?
Neal Roese: – Można, ale to by oznaczało życie bez celów i ideałów. Każdy z nas ma swoje marzenia, zamiary, dążenia. Nasze mózgi spontanicznie tworzą scenariusze, jak by można te dążenia zrealizować. Choć oczywiście nie w każdym przypadku jest to możliwe, część z nich na zawsze pozostaje jedynie w sferze wyobraźni. I z tego właśnie powodu rodzi się w nas uczucie żalu. Paradoksalnie żal jest więc skutkiem ubocznym naszych zabiegów o to, aby żyć pełnią życia, by czerpać z niego pełnymi garściami. Prawdziwą porażką byłoby, gdybyśmy nigdy nie spróbowali osiągnąć w życiu czegoś, co jest naszym marzeniem, a z tym zawsze wiąże się ryzyko. Żal możemy odczuwać przelotnie, po jakichś prozaicznych niepowodzeniach, ale może też dotyczyć naszych największych pragnień i aspiracji. I wskazuje, czy udało nam się je zrealizować, czy też nie.

Może to właśnie miała na myśli Edith Piaf, śpiewając „Niczego nie żałuję”? Czuła się spełniona. Większość z nas jednak doświadcza wciąż żalu. Dlaczego?
– Powodem są właśnie owe alternatywne, niespełnione scenariusze, które powstają, gdy myślimy, że wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, gdybyśmy kiedyś podjęli inne decyzje lub działania. W wyobraźni widzimy lepsze wersje wydarzeń. Żal jest negatywną emocją, której powszechnie doświadczamy w wyniku właśnie tego typu myślenia, zwanego myśleniem kontrfaktycznym.

Potocznie nazywamy to „gdybaniem”, myśleniem o tym, co się nie zdarzyło, ale zdarzyć by się mogło, gdyby... Na przykład gdybyśmy wtedy skręcili w inną stronę, spotkali kogoś albo przeciwnie – nie spotkali nikogo na swej drodze...
– Tak, myślimy w ten sposób niemal codziennie, gdy zastanawiamy się, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy kiedyś dokonali innego wyboru, na przykład gdybyśmy wykonywali inny zawód, mieszkali gdzie indziej, wybrali malarstwo zamiast prawa albo wzięli ślub z inną osobą. Czasami te myśli dotyczą ważnych aspektów naszego życia, a czasem mało istotnych codziennych kwestii. Na przykład, że może lepiej byłoby zamówić herbatę zamiast kawy albo że powinniśmy byli raczej powstrzymać się od opowiedzenia żartu, z którego tak naprawdę nikt się
nie śmiał...

Po co gdybamy, skoro po takich myślach zostaje żal?
– Takie myślenie wydaje się tylko zbędnym gdybaniem, a jednak w rzeczywistości spełnia ważną rolę. Kiedy pomyślimy, że coś mogło się potoczyć jeszcze gorzej, łatwiej nam znieść to, co się stało. Powiedzieliśmy kiepski żart, ale przecież to nie koniec świata. Rozbiliśmy samochód, ale przecież mogłoby być znacznie gorzej, mogliśmy zginąć. Dzięki temu łatwiej radzimy sobie ze stresem. Ponadto takie myślenie pozwala nam uniknąć podobnych wpadek w przyszłości: następnym razem powstrzymamy się przed opowiadaniem kiepskiego żartu i zachowamy większą ostrożność za kierownicą. Gdybanie wydaje się automatycznym następstwem tego, w jaki sposób nasz mózg określa cele i ocenia postęp w ich realizacji. Na przykład lekkoatletka postanawia sobie, że przebiegnie pięć kilometrów w czasie krótszym niż 20 minut. Jeśli więc osiągnie wynik 20 minut i 10 sekund, to uzna: „prawie mi się udało; tak niewiele zabrakło”. I jednocześnie zapewne pomyśli: „gdybym tylko... szybciej wystartowała, skróciła ostatni zakręt, to...”, czyli będzie gdybać, czego jej zabrakło, by osiąg[-]nąć cel.

Czy to znaczy, że takie wywołujące żal „gdybanie” jest nieuchronne i dokonuje się poza naszą kontrolą?
– I tak, i nie. Wiele spośród tych myśli pojawia się spontanicznie. Nic nie możemy na to poradzić, po prostu mamy skłonność do wyobrażania sobie, że nasza przeszłość mogła wyglądać inaczej. Co ciekawe, zwykle spontanicznie myślimy, że raczej mogło być lepiej, a nie bierzemy pod uwagę, że wszystko mogło potoczyć się jeszcze gorzej! Dzieje się tak dlatego, że kontrfaktyczne myślenie jest powiązane z mózgowym monitoringiem postępu realizacji celów. Przybliża nas do osiągnięcia tego, czego pragniemy.
Poza spontanicznym gdybaniem, czasem świadomie zaczynamy rozmyślać na temat alternatywnych scenariuszy. Tak więc niekiedy takie myśli przychodzą nam do głowy pod kontrolą. Na przykład w gronie przyjaciół zaczynamy dyskutować o różnych wersjach wydarzeń. Zastanawiamy się, co by było, gdyby George W. Bush nie został wybrany na prezydenta w 2000 roku. Czy może nie byłoby wtedy wojny w Iraku? Popularna literatura political fiction opisuje, co by było, gdyby... to naziści wygrali II wojnę światową. Takie przerażające historie przyciągają nas i fascynują z równą siłą
jak horrory.

Dlaczego? Co nas w nich pociąga?
– Jednym z powodów jest to, że nadają one zdarzeniom głębszy sens. Na takiej samej zasadzie, jak podobne opowieści z naszego własnego życia. Każdy z nas ma takie historie, które mówią o tym, jak to cudem uniknęliśmy jakiegoś nieszczęścia, jak byliśmy o krok od katastrofy...

Jak w wierszu Wisławy Szymborskiej: „Ocalałeś, bo byłeś pierwszy. / Ocalałeś, bo byłeś ostatni. / Bo sam. Bo ludzie. Bo w lewo. Bo w prawo”. Czy takie historie pełnią jakąś rolę?
– Tak. Najnowsze badania potwierdzają, że pozwalają one nadać naszemu życiu głębszy sens. Kiedy ludzie myślą o tym, jak niewiele brakowało, by spotkało ich nieszczęście – wypadek, choroba, utrata pracy, a jednak tak się nie stało, uznają, że to nie przypadek. Przeciwnie, zaczynają wierzyć, że mają do czynienia z jakimś szczególnym zrządzeniem losu, z przeznaczeniem.

Czasem cudem unikamy nieszczęścia. Czasem szczęście przechodzi nam koło nosa. Czego najbardziej w życiu żałujemy?
– Rację miał Zygmunt Freud, który wiele lat temu pisał, że nasze codzienne myślenie koncentruje się na dwóch sprawach: na miłości i na pracy. I, jak wynika z naszych badań, w tych właśnie sferach najczęściej doświadczamy żalu. Kiedy pytaliśmy ludzi, czego w życiu najbardziej żałują, to na pierwszym miejscu wymieniali różne sytuacje związane z odczuwaniem miłości: zarówno tej dotyczącej związków romantycznych, jak i tej rodzinnej. Mówili, że żałują romansów, które mogły się im zdarzyć, a nie zdarzyły się, bo minęli się z ukochaną osobą. Albo przeciwnie, doświadczali żalu z powodu bolesnych związków, których mogli uniknąć, żalu po trudnych rozstaniach, których wciąż nie mogą zapomnieć. A zaraz za miłością wymieniany jest żal związany z pracą. Ludzie żałują, że nie zdobyli lepszego wykształcenia, nie wybrali innej drogi zawodowej.

Dlaczego w tych właśnie obszarach czujemy najczęściej żal?
– Ponieważ są to dwa najważniejsze obszary w nasz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy